Gruzini – przyjaciele z Kaukazu

Gruzja to niewielkie państwo leżące u podnóża potężnych gór Kaukazu. To kraina wspaniałych krajobrazów, dobrego wina i… wielkich przyjaciół Polski. I mimo, że oba państwa dzieli prawie wszystko, tysiące kilometrów, klimat, tradycja i kultura, to oba narody połączyła jakaś dziwna więź. A jakie są jej źródła? Wspólna polsko-gruzińska historia…

Starożytne państwo

Gruzińskie dzieje giną w mrokach historii. Pierwsze organizmy państwowe pod Kaukazem pojawiły się w starożytności. Już wtedy gruzińskie państewka musiały walczyć o przetrwanie lawirując między sąsiednimi mocarstwami – Rzymem i Persją. Przez kolejne stulecia sytuacja ta powtarzała się wielokrotnie. Rzym, Persja, Arabowie, Bizancjum, Turcja, Mongołowie, carska Rosja, bolszewicy… Zmieniał się tylko wróg czyhający na gruzińską wolność. Gruzini byli jednak nieustępliwi. Nie poddawali się, walczyli… wielokrotnie bardzo skutecznie. W V wieku Persów gromił wojowniczy gruziński władca w hełmie z wilczej głowy – Wachtang Gorgasali. W XI wieku podstawy gruzińskiej potęgi stworzył król Dawid Budowniczy. Do pozycji regionalnego mocarstwa doprowadziła Gruzje prawnuczka Dawida – królowa Tamara. Gruzińskie wojska pod jej rządami biły Turków i Persów, a na terenach Bizancjum wykroiły sobie Cesarstwo Trapezuntu. Dumna królowa Tamara ogłosiła się wtedy „królową Abchazów, Kartwelów, Ranów, Kachów i Ormian, szachinią Szyrwanu i szachinszachinią, suwerenem Wschodu i Zachodu”. Kres gruzińskiej potędze położył najazd Mongołów w XIII wieku. Gruzini podnieśli się po nim, dawnej potęgi nie odbudowali jednak już nigdy. Następne stulecia przyniosły im ciężkie walki z Turcją i Iranem. Jeszcze w 1795 perski szach najechał Gruzję i zrównał z ziemią Tbilisi. Ostatecznie kres gruzińskiej państwowości przyniosła Rosja, która pod koniec XVIII wieku wymazała Gruzję z mapy świata.

Król Miriam III – władca Iberii i Kartli. Pod wpływem świętej Nino ochrzcił siebie i swoje królestwo. Tym samym Gruzja stała się drugim państwem w historii, które za swą religię przyjęło chrześcijaństwo. Źródło: Guro Gabashvili [CC BY-SA 2.0], Wikimedia Commons

Sarmaci z Kaukazu

Pierwsze kontakty polsko-gruzińskie, połączone ze znacznym zainteresowaniem Kaukazem w Polsce, przypadają na XVI stulecie – polski Złoty Wiek. To właśnie z kaukaskich terenów między Donem i Morzem Czarnym wywodziło się starożytne plemię Sarmatów, które za swych potomków uważała szlachecka brać w Polsce. Pierwsza gruzińska misja dyplomatyczna dotarła na ziemie polskie w 1495 roku. Na dwór Aleksandra Jagiellończyka przybyli wtedy wysłannicy władcy gruzińskiego królestwa Kartli – Konstantyna III. Gruzini na dalekiej północy poszukiwali sojuszników do walki z tureckim imperium, które zagrażało również Polsce i Litwie. Jeszcze bardziej tureckie zagrożenie zintensyfikowało polsko-gruzińskie kontakty za czasów króla Jana III Sobieskiego. Wkrótce dobrze rozwijającą się relacje przerwała Rosja. Rozbiory Polski i likwidacja gruzińskiej państwowości przypadły bowiem na ten sam okres.

Gruzja królowej Tamary w okresie największego rozrostu terytorialnego (1184–1230). Źródło: Ercwlff [CC BY-SA 4.0], Wikimedia Commons

Zesłańcy w Gruzji

W XIX wieku Polska i Gruzja stały się częścią rosyjskiego imperium. Nie pogodzili się z tym ani Polacy, ani Gruzini wywołując na swych ziemiach kolejne powstania. Te za każdym razem były krwawo tłumione. Kaukaz i sama Gruzja okazały się dla Polaków jednym z kierunków carskich zsyłek oraz miejscem odbywania służby w rosyjskim wojsku. W 1897 roku na terenie Gruzji stacjonowało prawie 9 tys. polskich żołnierzy, a w Tbilisi działały dwie polskie organizację Towarzystwo Dobroczynności i Stowarzyszenie ,,Dom Polski”. Nic więc dziwnego, że gdy waliła się ogarnięta chaosem rewolucji carska Rosja, Polacy wsparli niepodległościowe dążenia Gruzinów. Pod deklaracją niepodległości Gruzji, podpisaną 26 maja 1918 roku, wśród setki podpisów widnieją trzy nazwiska Polaków. Odrodzona Gruzja, zagrożona przez bolszewicką Rosję, szukała oparcia w państwach Zachodu – najpierw u Niemców, a potem państw Ententy. Niestety, Zachód nie zaoferował Gruzinom niczego, jednocześnie grabiąc gruzińskie złoża naturalne. Gruzińskie władze stosunkowo szybko nawiązały kontakty z Polską, która również odzyskała niepodległość w 1918 roku. Jeszcze w 1917 roku polscy żołnierze stacjonujący na Kaukazie zorganizowali oddział wojskowy noszący miano Samodzielnej Polskiej Brygady Kaukaskiej. Polacy pełnili warty w najważniejszych punktach Tbilisi. Mimo licznych zasług Polaków, pod wpływem niemieckiej presji, gruzińskie władze zdecydowały o rozwiązaniu oddziału. Wyrażając swą wdzięczność Gruzini pokryli koszty powrotu polskich żołnierzy nad Wisłę, a oficerom wypłacili dodatkowo czteromiesięczną odprawę.

Szota Rustaweli prezentuje swój poemat królowej Tamarze. Rustaweli to XII wieczny poeta, który jest autorem „Rycerza w tygrysiej skórze”, gruzińskiej epopei narodowej. Źródło: Mihály Zichy, Wikimedia Commons

Gruzińska misja

W marcu 1920 roku do Gruzji wyruszyła polska misja dyplomatyczna na czele z Tytusem Filipowiczem – bliskim współpracownikiem Józefa Piłsudskiego i wiceministrem spraw zagranicznych RP. Obie strony szybko opracowały projekt polsko-gruzińskiego sojuszu wojskowego oraz zasady zaopatrzenia przez Polskę gruzińskich sił zbrojnych w broń i amunicję. Sojusz nie został nigdy w pełni zrealizowany. Już w 1920 roku polscy dyplomaci wizytujący też Azerbejdżan, wpadli w ręce bolszewików, którzy dokonali niespodziewanej inwazji na to państwo. Rok później los Azerbejdżanu podzieliła Gruzja. Gruzińskie państwo zostało opanowane przez bolszewików, legalne władze uciekły do Konstantynopola, a potem na zachód Europy. Kwestia gruzińskiej niepodległości od razu stała się ważną częścią organizowanego pod polską opieką ruchu prometejskiego – inicjatywy dążącej do rozbicia ZSRR na niepodległe państwa narodowe. Jednocześnie część gruzińskich elit znalazło schronienie w Polsce. W 1922 roku do Polski przybyli gruzińscy oficerowie wraz z rodzinami, w sumie około 300 osób. Na mocy specjalnej decyzji Józefa Piłsudskiego Gruzini otrzymali możliwość służby w Wojsku Polskim bez potrzeby zmiany obywatelstwa na polskie. Wielu z nich kształciło się na polskich uczelniach wojskowych. Wojskowe studia ukończyło prawie 100 Gruzinów. W ten sposób w szeregach polskiej armii znalazła się elita gruzińskich sił zbrojnych na czele z Aleksandrem Zakariadze – szefem Sztabu Generalnego gruzińskiego wojska. Wszyscy oni służyli wiernie swojej nowej ojczyźnie. W przeddzień wybuchu II wojny światowej najstarszy rangą spośród Gruzinów gen. Aleksander Zakariadze złożył na ręce szefa sztabu Wojska Polskiego gen. Stachiewicza deklarację:

W razie gdyby Armia Rzeczypospolitej Polskiej była zmuszona chwycić za broń w obronie swych najistotniejszych praw, mam zaszczyt zadeklarować w imieniu własnym oraz wszystkich oficerów Gruzinów: (…) prosimy nie robić z nas bezczynnych świadków możliwych zmagań Armii Polskiej, lecz pozwolić nam wszędzie być razem z naszymi kolegami, oficerami służby stałej. Prosimy, żeby najcięższe specjalne zadania nas nie omijały. Tego wymaga od nas nasz i naszego Narodu honor.

Po wybuchu II wojny światowej gruzińscy żołnierze stanęli do walki w obronie Polski. Wielu z nich walczyło w kampanii wrześniowej, a później działało w Armii Krajowej, w 1944 roku co najmniej dziesięciu Gruzinów walczyło w Powstaniu Warszawskim. Wraz z radziecką inwazją na Polskę 17 września 1939 roku wszyscy gruzińscy oficerowie znaleźli się na celowniku wkraczającego do polski NKWD. Większość z nich zostało zamordowanych przez Sowietów. Jeden z ostatnich gruzińskich oficerów Wojska Polskiego – Walika Tewzadze – obrońca Warszawy, żołnierz AK i kawaler orderu Virtutti Militari, pod fałszywym nazwiskiem ukrywał się aż do lat 70. Gdy zmarł w 1985 roku na swym grobie kazał zapisać:

Jako Gruzin chciałbym być pochowany w Gruzji, ale jestem szczęśliwy, że będę pochowany w ziemi szlachetnego i dzielnego Narodu Polskiego.

Oddział partyzancki Kakucy Czolokaszwilego, walczący z agresją bolszewicką w 1921 roku. Kakuca Czolokaszwili prowadził krwawe walki z Armią Czerwoną do połowy lat 20. W 1924 roku brał udział w powstaniu sierpniowym Gruzinów, które Sowieci utopili we krwi. Jest jednym z gruzińskich bohaterów narodowych. Źródło: Wikimedia Commons

Herbaciane pola Batumi

Wcieloną do ZSRR Gruzję dotknęły prześladowania, egzekucje i wywózki. Były nieco lżejsze niż w innych częściach Związku Radzieckiego. Sam Józef Stalin był przecież Gruzinem. Los Gruzinów dotknął Polaków dwie dekady później. Po zakończeniu II wojny światowej oba państwa znalazły się w tym samym komunistycznym obozie – Gruzja jako część ZSRR, Polska jako państwo zależne. Sympatia do Gruzinów i Gruzji, zakorzeniona gdzieś głęboko, przetrwała w Polakach cały PRL. Wszyscy kochali Gruzina z „Czterech pancernych”, o herbacianych polach Batumi śpiewały Filipinki. Niektórym szczęśliwcom udawało wyrwać się na wakacje na gruzińskie wybrzeża Morza Czarnego, przy okazji handlując z sympatycznymi Gruzinami, kontakty nawiązały również uniwersytety obu państw. W tej formie kontakty polsko-gruzińskie doczekały rozpadu ZSRR.

Zjazd absolwentów Wyższej Szkoły Wojennej z rocznika 1923-1924 w Warszawie w 1934 roku. Pośród absolwentów gruzińscy oficerowie m.in. gen. Aleksander Zakariadze. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Rewolucja Róż

W 1991 roku Gruzja ogłosiła niepodległość. Jej sytuacja nadal była jednak bardzo trudna. Władzę sprawowali komunistyczni oficjele, a w Abchazji i Osetii stacjonowały rosyjskie wojska. Prawdziwe zmiany nastąpiły w Gruzji dopiero w 2003 roku po Rewolucji Róż. Do władzy doszedł wtedy prozachodni prezydent Micheil Saakaszwili. Wkrótce nowej jakości nabrały także stosunki polsko-gruzińskie. W 2005 roku wybory prezydenckie w Polsce wygrał Lech Kaczyński. Nowy prezydent postawił sobie za zadanie budowę sojuszu państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W swej koncepcji nie zapomniał również o Gruzji. Osią współpracy państw stała się energetyka, a konkretnie problem bezpieczeństwa energetycznego, który trapił wszystkie państwa regionu. Współpraca między Polską a Gruzją nie ograniczyła się rzecz jasna tylko do zagadnień energetycznych, a prezydentów Kaczyńskiego i Saakaszwilego połączyła szczera przyjaźń.

Prezydenci Polski, Gruzji i Litwy: Lech Kaczyński, Mikheil Saakashvili i Valdas Adamkus w Tbilisi w 2007 roku. Źródło: Archiwum Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – www.prezydent.pl, [GFDL 1.2 lub GFDL 1.2], Wikimedia Commons

„Wiemy świetnie, że dziś Gruzja…”

Weryfikacja jakości polsko-gruzińskich porozumień nadeszła bardzo szybko. W sierpniu 2008 roku na Kaukazie wybuchła gruzińsko-rosyjska wojna. Konflikt tlący się od lat w rejonie Osetii Południowej i Abchazji zapłonął z całą siłą. Po początkowych sukcesach armii gruzińskiej w rejonie Osetii do wojny włączyły się siły rosyjskie. Sytuacja Gruzji bardzo szybko stała się krytyczna. Prezydent Micheil Saakaszwili wprowadził na terenie całego kraju stan wojenny, gruzińskie oddziały dostały rozkaz powrotu z misji w Iraku. Wojska rosyjskie wdarły się głęboko w terytorium Gruzji. 12 sierpnia padł strategiczny Wąwóz Kodorski. Zdobyte zostały gruzińskie miasta Gori i Kareli oraz port w Poti i baza wojskowa w Senaki. Droga do gruzińskiej stolicy – Tbilisi stanęła przed Rosjanami otworem. Miasto szykowało się do obrony. Od początku konfliktu zdecydowanego wsparcia Gruzji udzieliła Polska. Polski prezydent wraz z przywódcami Litwy, Łotwy i Estonii ostro potępił imperialną politykę Kremla. Polska pomoc zadziałała również w aspektach bardziej praktycznych. Kancelaria Lecha Kaczyńskiego udostępniła np. domenę dla gruzińskiego rządu, którego strony internetowe sparaliżowali rosyjscy hakerzy. W chwili największego zagrożenia, gdy Gruzini przygotowywali się do obrony stolicy Lech Kaczyński ruszył z pomocą sojusznikowi. Na pokład polskiego tupolewa zaprosił przywódców Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii. Samolot skierował się w kierunku Tbilisi. Lądowanie w gruzińskiej stolicy było niemożliwe. W tej dramatycznej sytuacji wsparcie okazał prezydent Azerbejdżanu udostępniając kolumnę samochodów niezbędnych do przewozu oficjeli do Gruzji. Po dotarciu do Tbilisi przywódcy Europy Środkowej wzięli udział w wielkim wiecu, na który przybyło 150 tys. Gruzinów. Polski prezydent wkroczył wtedy na scenę i wygłosił płomienne przemówienie. Nad przerażonym miastem zagrzmiały jego słowa:

Jesteśmy tutaj, żeby wyrazić całkowitą solidarność. Jesteśmy prezydentami pięciu państw: Polski, Ukrainy, Estonii, Łotwy i Litwy. Jesteśmy po to, żeby podjąć walkę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nasi sąsiedzi z północy, dla nas także z północy, ze wschodu, pokazali twarz, którą znamy od setek lat.

Ci sąsiedzi uważają, że narody wokół nich powinny im podlegać. My mówimy nie! Ten kraj to Rosja. Ten kraj uważa, że dawne czasy upadłego, niecałe 20 lat temu, imperium wracają. Że znów dominacja będzie cechą tego regionu. Otóż nie będzie. Te czasy się skończyły raz na zawsze. Nie na dwadzieścia, trzydzieści, czy pięćdziesiąt lat!

Wszyscy w tym samym okresie, lub w okresach nieco innych poznaliśmy tą dominację. To nieszczęście dla całej Europy. To łamanie ludzkich charakterów, to narzucanie obcego ustroju, to narzucanie obcego języka. Ale czym się różni sytuacja dzisiaj od tej sprzed wielu lat? Dziś jesteśmy tu razem. Dziś świat musiał zareagować, nawet jeżeli był tej reakcji niechętny. I my jesteśmy tutaj po to, żeby ten świat reagował jeszcze mocniej. W szczególności Unia Europejska i NATO.

Gdy zainicjowałem ten przyjazd niektórzy sądzili, że prezydenci będą się obawiać. Nikt się nie obawiał. Wszyscy przyjechali, bo Środkowa Europa ma odważnych przywódców. I chciałbym to powiedzieć nie tylko Wam, chciałbym to powiedzieć również tym z naszej wspólnej Unii Europejskiej, że Europa Środkowa, Gruzja, że cały nasz region będzie się liczył, że jesteśmy podmiotem. I my też wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę! (…)

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi. Fot. Bartosz Miśkowiec. Zdjęcie z mojego wyjazdu w 2018 roku.

Pomnik prezydenta

Rosyjskie czołgi idące na Tbilisi stanęły. Czy był to efekt niespodziewanej wizyty prezydenta Kaczyńskiego i innych przywódców Europy Środkowej, czy też nie, nie dowiemy się zapewne nigdy. I choć Gruzja na zawsze straciła zbuntowane prowincje Abchazję i Osetię Południową to uratowała niepodległość. Pomocy jaką walczącej Gruzji udzieliła wtedy Polska i prezydent Kaczyński Gruzini nie zapomnieli nigdy. Gdy dwa lata później Lech Kaczyński zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem Gruzja pogrążyła się w żałobie. Prezydenta Saakaszwilego w drodze do Krakowa na pogrzeb polskiej pary prezydenckiej nie zatrzymała wtenczas nawet wulkaniczna chmura, która okryła Europę. Leciał ze Stanów Zjednoczonych do Polski kilkanaście godzin, z pięcioma przesiadkami w pięciu różnych krajach. I dotarł! W 2012 roku w Tbilisi Gruzini odsłonili pomnik Lecha Kaczyńskiego. Jego imieniem nazwali również sąsiednią ulicę. Bo Gruzini pamiętają. I dziś Polacy, którzy zawędrują do Gruzji wielokrotnie usłyszeć mogą szczere wyznanie… „Przyjaciele”.

Piotr Worwa

Bibliografia:

Kowal Paweł, Kaukaski romans, Ośrodek Myśli Politycznej.

Materski Wojciech, Polsko-gruziński sojusz wojskowy, „Niepodległość 1918”, POLITYKA, 2/2008, s. 69.

Materski Wojciech, Oficerowie gruzińscy, „Niepodległość 1918”, POLITYKA, 2/2008, s. 87.

Szarek Jarosław, Ojczyzna z wyboru, radiomaryja.pl, 01.01.2006 r.

Włodarczyk Magdalena, Stosunki polsko-gruzińskie w latach 1918-1921, Świat Idei i Polityki.

Tytułowa grafika: „Bal gruziński” w Warszawie w 1932 roku. Na zdjęciu Gruzin pan George de Tebitehinadżi w towarzystwie Czerkieski pani Dżabogi. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dodaj komentarz