Umierająca Polska. Czy przetrwamy?

Przyszłość narodu nie tyle w rękach polityków, ile w rękach matek spoczywa”. (św. Urszula Ledóchowska)

Polska umiera. To stwierdzenie dramatyczne, ale prawdziwe. Znikomy przyrost naturalny i duża emigracja sprawiają, że Polaków z roku na rok ubywa w zatrważającym tempie. Nie unicestwiły nas wojny, katastrofy, choroby ani głód. Unicestwiamy się sami…

Zbawienny przyrost naturalny

Tym co ratowało Polaków i Polskę, w momentach kryzysowych, na przestrzeni wieków był wysoki przyrost naturalny. Gdyby nie on Polska być może nigdy nie odrodziła by się w 1918 roku po ponad 100 latach niewoli. W latach 1820-1911 liczba ludności ziem polskich (Kongresówka, Galicja, zabór pruski) wzrosła z 10 mln do ponad 26 mln. W Europie większym skokiem ludności pochwalić mogli się wtedy tylko Niemcy. Wzrostu liczby polskiej ludności nie zahamowały XIX wieczne epidemie i głód. Tragiczna dla Polaków okazała się jednak I wojna światowa. Samych polskich żołnierzy wcielonych do wszystkich zaborczych armii zginęło około 0,5 mln. Spis powszechny ludności w 1921 roku w wolnej już II Rzeczpospolitej wykazał 27 mln obywateli. Prawie 70% z nich stanowili Polacy. W 1931 roku Polskę zamieszkiwało już ponad 32 mln osób. Tuż przed wybuchem II wojny światowej polskich obywateli było około 35 mln. I znów tylko to przesądziło o przetrwaniu narodu polskiego w czasie wojennej apokalipsy zgotowanej przez Niemców i Rosjan. Mimo ogromnych strat, które historycy szacują na 9-12 mln osób, Polacy przetrwali. Spis powszechny ludności w 1946 roku w pojałtańskich granicach wykazał 23,9 mln obywateli polskich. Mimo ogromnych zniszczeń, trudnych warunków życia i biedy naród polski ponownie zaczął się odradzać. W 1960 roku Polaków było blisko 30 mln, w 1970 roku 32 mln. Do przedwojennej wartości 35 mln obywateli Polska dobiła dopiero w 1978 roku. Pod koniec PRL w Polsce mieszkało 38 mln osób. Wzrostu liczby ludności nie zahamowała nawet ponad milionowa emigracja. U progu nowego tysiąclecia Polska osiągnęła maksymalną liczbę ludności sięgającą prawie 39 mln osób. Był to jednak moment przełomowy. Odtąd liczba ludności Polski zaczęła gwałtownie maleć. Miały na to wpływ tragiczne wskaźniki demograficzne i bardzo duża emigracja. W 2019 roku liczba ludności Polski spadła poniżej 38 mln, wyrównując wartość z 1988 roku. A ma być jeszcze gorzej. Według szacunków ONZ, do końca stulecia Polaków będzie zaledwie 21 mln. Bez wojny, głodu i epidemii… Co zatem się stało?

Dzieci w przedwojennym warszawskim żłobku. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Zatracone macierzyństwo

Współczynnik dzietności określa liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym. Przyjmuje się, że współczynnik dzietności między 2,10 a 2,15 jest wartością zapewniającą prostą zastępowalność pokoleń. W 2018 roku współczynnik dzietności osiągnął w Polsce wartość 1,3. Dla porównania w 1990 roku wynosił 2,06 a w 1960 roku aż 2,98. Co stało się przez ten czas, że Polki przestały rodzić dzieci? Czyż dzisiejsze kobiety nie mają o wiele lepszych warunków życia od swoich matek, nie mówiąc już o swych babkach? Mają zdecydowanie! Oczywiście poziom życia wzrósł i rośnie nadal. Jednocześnie diametralnej zmianie uległ jednak tryb życia i powszechnie uznawany system wartości. Przez tysiąclecia ogromną estymą, a nawet kultem otaczane było kobiece macierzyństwo. Dzisiaj centralnym atrybutem kobiety stał się wygląd i zawodowa pozycja. Kultura masowa skutecznie kreuje wizerunek kobiety niezależnej i nieskazitelnie pięknej. W pogoni za urodą, pozycją i pieniędzmi kobietom zaczęło brakować czasu na macierzyństwo. Studia, praca, spłata kredytu, budowa domu, siłownia, egzotyczne podróże… wszystko to na życiowej liście znalazło się przed narodzinami dziecka. Budzący się około trzydziestki instynkt macierzyński najczęściej w końcu zostaje uspokojony narodzinami dziecka. Na kolejne dzieci zazwyczaj jednak nie starcza już czasu, ani chęci. Tak oto na naszych oczach powstaje umierające społeczeństwo jedynaków. Jakże kontrastowe do jeszcze tak niedawnego polskiego społeczeństwa pełnego wielopokoleniowych rodzin żyjących może ubożej, ale jakoś spokojniej, jakoś szczęśliwiej.

Rodzina wielodzietna ze Starej Soli, 1941 rok. Źródło: Narodowe Archiwum cyfrowe

„Nic mnie tu nie trzyma”

Emigracja towarzyszy Polakom i Polsce od stuleci. Z Ojczyzny uciekać musieli konfederaci barscy, powstańcy kościuszkowscy, listopadowi i styczniowi, działacze niepodległościowi, opozycjoniści. Polacy wyjeżdżali jednak przede wszystkim z powodów ekonomicznych. Bieda, głód i brak pracy sprawiały, że Polacy zmuszeni byli szukać godnych warunków życia w różnych zakątkach świata. Po dziś dzień stara polska Polonia rozsiana jest po wszystkich kontynentach od Argentyny po Australię. Mimo różnych powodów emigracji, wszystkich polskich emigrantów łączyło jedno… wyjazd z Polski był dla nich ostatecznością. Tylko w ostatnich latach z Polski wyemigrowało 2,5 mln osób. Granice otwarte po 2004 roku nasiliły ten proces. Większość z tych, którzy opuścili kraj nad Wisłę już nie wróci. Jednocześnie coraz bardziej nasila się inne niebezpieczne zjawisko… Rośnie nam armia kosmopolitów, dla których nieważne jest miejsce zamieszkania. Liczy się tylko dobrobyt, poziom życia, samorozwój. Iluż to dzisiejszych młodych ludzi stwierdza „Nic mnie tu nie trzyma, po studiach wyjeżdżam”. I mimo, że każdą emigrację należy oceniać indywidualnie to faktem jest, że dzisiaj emigracja dla wielu Polaków nie jest już koniecznością, a dobrowolnym wyborem.

Grupa Polaków ze Stanów Zjednoczonych Ameryki na wycieczce objazdowej samochodem po Polsce. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Jaka Polska?

Polacy wymierają. Jeśli utrzyma się czas spokoju i stabilności to proces ten potrwa stulecia, jeśli nastaną dni wojen i katastrof polski naród może zginąć nagle. Ileż to narodów na przestrzeni wieków zaginęło na arenie dziejów. Czy podzielimy ich los zależy tylko od nas. Problemu demografii niestety nie rozwiąże 500+. Choć niewątpliwie program ten ma swoje liczne zalety. Jakby to nie brzmiało… problem leży w głowach Polaków. Zmienić musi się wychowanie, społeczny odbiór rodzin wielodzietnych, przekaz kultury masowej. Przetrwamy tylko gdy w systemie wartości rodzina znów zajmie pierwsze miejsce. To wymaga czasu i wielopłaszczyznowej strategii społecznej. A tymczasem… Natura nie znosi próżni. Miejsce Polaków nad Wisłą zajmują przybysze z innych krajów. Na tą chwilę są to przede wszystkim bliscy nam kulturowo Ukraińcy. To nie wystarczy… Ukraina wymiera jeszcze szybciej niż Polska, a nad Wisłę coraz częściej przybywają Wietnamczycy, Hindusi, Uzbecy, Filipińczycy… To właśnie dziś, to właśnie my wszyscy decydujemy jaka będzie Polska… i czy w ogóle będzie…

Piotr Worwa

Bibliografia:

Knap Włodzimierz, Dzieje Polski w liczbach. Jak rosła i malała Polska, Gazeta Krakowska, 30.11.2017 r.

Radziejowski Bartłomiej, Dramat demograficzny z wielką Polską w tle, Nowa Konfederacja, 06.05.2019 r.

Historia Polski w liczbach, Główny Urząd Statystyczny, pod red. Andrzeja Jezierskiego, Warszawa 1994.

www.populationof.net

Tytułowa grafika: Dzieci podczas zabawy w koszarach 1 Pułku Szwoleżerów przy ulicy 29 Listopada w Warszawie, 1929 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Dodaj komentarz