Kres XVIII wieku stał się też końcem absolutystycznej monarchii francuskiej. Ferment wywołany społecznymi nierównościami, wzmocniony przez filozoficzne idee Oświecenia, sprowokowany przez kryzys gospodarczy i finansowy, zmiótł z tronu króla Ludwika XVI. Początek Wielkiej Rewolucji Francuskiej oznaczał koniec dawnej Francji, a na jej micie położony został fundament współczesnego państwa francuskiego. Ten okazał się jednak konstrukcją zgniłą u samych swych podstaw. Po konfrontacji faktów i legendy rewolucja francuska nie jawi już bowiem jedynie jako źródło szczytnych haseł „wolności, równości i braterstwa”, a raczej jako pierwszy nowoczesny totalitaryzm skażony dodatkowo licznymi zbrodniami, na czele z pierwszym ludobójstwem współczesności.
Rewolucja francuska była prekursorem polityki, tak bardzo potem charakterystycznej dla reżimów totalitarnych. Polityki zdominowanej przez ideologię. W przypadku francuskich rewolucjonistów pod koniec XVIII wieku była to myśl J. J. Rousseau i jego nauka o „woli powszechnej” i „rządach cnoty”. Dla Robespierre’a et consortes Francuzi mieli być „wychowani do cnoty”, a ci, którzy nie byli podatni na republikańską edukację, mieli zostać „sformatowani” przez gilotynę. (Jacob L. Talmon „Źródła demokracji totalitarnej”)
Zburzenie Bastylii
Za symboliczny początek Wielkiej Rewolucji Francuskiej uważane jest zdobycie Bastylii – królewskiej twierdzy zlokalizowanej w samym sercu Paryża. Funkcjonująca jako więzienie, celem tłumu Paryżan stała się 14 lipca 1789 roku. Tego dnia w jej wnętrzach znajdowało się zaledwie kilku więźniów – oszustów podatkowych oraz… chorych psychicznie. Załogę twierdzy stanowiła około setka żołnierzy na czele z markizem Bernardem René de Launay. Ten otoczony przez lud uzbrojony w broń z arsenału Les Invalides, nie mając żadnych nadziei na odsiecz, po krótkiej walce, zdecydował się poddać twierdzę. Załoga otrzymała gwarancję bezpieczeństwa. Rozszalały tłum nie znał jednak takiego pojęcia. Markiz Launay oraz kilku oficerów i żołnierzy zostało skatowanych na śmierć wkrótce po kapitulacji. Głowy ofiar na pikach poniesione zostały w kierunku Palais Royal. Sama Bastylia zburzona została w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Od 1880 roku dzień zdobycia Bastylii ustanowiony został… najważniejszym świętem narodowym Republiki Francuskiej. Uroczyście celebrowany jest po dziś dzień.
Masakry wrześniowe
Jesienią 1792 roku Paryż ogarnęła psychoza. Klęska głodu, szerzące się lotem błyskawicy plotki o zbliżających się do miasta wojskach pruskich oraz wieści o rzekomej piątej kolumnie działającej na rzecz wroga pchnęły oszalały tłum do serii samosądów. Pierwszymi ofiarami tłuszczy padło 24 księży, których akurat transportowano do więzienia. Tłum zaatakował konwój i zmasakrował więźniów. W kolejnych dniach lud Paryża ruszył na miejskie więzienia, w których przy użyciu prymitywnej broni białej wyrżnięte zostało prawie 1,5 tys. osób w tym około 400 księży, 3 biskupów, liczni przedstawiciele arystokracji, a także wielu przypadkowych osadzonych.
Egzekucja króla Ludwika XVI
Realną władzę król Ludwik XVI utracił już z końcem 1789 roku. Królewska rodzina zamieszkująca w środku kipiącego szaleństwem Paryża stała się w zasadzie zakładnikiem rewolucji. Nie powiodła się próba ucieczki zorganizowana przez szwedzkiego arystokratę i dyplomatę hrabiego Axela Fersena w czerwcu 1791 roku. Faktycznym więźniem król Ludwik XVI został w sierpniu 1792 roku. Stało się to zresztą po napaści tłumu na królewską rodzinę, w wyniku którego śmierć poniosło kilkuset szwajcarskich gwardzistów królewskich. Królewska familia umieszczona została w paryskiej wieży Temple. W międzyczasie Francja ogłoszona została Republiką, a jakobini już otwarcie domagać zaczęli się śmierci króla. Z końcem 1792 roku na forum Konwentu Narodowego Ludwikowi XVI, nazwanemu zresztą obywatelem Ludwikiem Kapetem, wytoczono proces o zdradę stanu. Większość deputowanych orzekła o winie króla. Sam wyrok śmierci przeszedł jednak minimalną większością głosów. Egzekucji przez zgilotynowanie dokonano 21 stycznia 1793 roku na Placu Rewolucji w obecności 200 tys. Paryżan. Król przed śmiercią wyspowiadał się i przyjął Komunie Świętą. Na miejscu kaźni próbował jeszcze przemówić do ludu. Nie zdołał. Został zakrzyczany. Jego ostatnie słowa brzmiały:
Francuzi, umieram niewinnie, przebaczam moim wrogom, proszę Boga aby moja krew nie spadła na Naród.
Chwilę później już nie żył, a kat unosił do góry królewską głowę. Tłum szalał skandując hasło „Niech żyje Republika!”. Nad placem niosły się dźwięki rewolucyjnej Karmanioli…
Egzekucja rodziny królewskiej
Szczególną nienawiścią lud Paryża darzył królową – Marię Antoninę. Pochodząca z austriackiej dynastii Habsburgów, pogardliwie zwana była Austriaczką. Królowa z wielką odwagą u boku męża znosiła trudy niewoli. Dziewięć dni po śmierci Ludwika XVI została przeniesiona do więzienia Conciergerie. Cierpiąc już straszliwie z powodu gruźlicy, anemii i krwotoków nie dała się złamać szykanom i jednoznacznie odrzucała zarzuty zdrady Francji. Fakty nie miały jednak żadnego znaczenia. W czasie procesu królowej posunięto się do sfabrykowania dowodów na rzekome molestowanie przez nią syna, ośmioletniego Ludwika Karola. Więcej, dziecko zmuszono do zeznań przeciwko matce. W październiku 1793 roku królowa została skazana na śmierć. Do końca lżona i upokarzana, Maria Antonina zgilotynowana została 16 października 1793 roku. Ostatnie słowa wypowiedzieć miała do kata po tym jak przez przypadek nadepnęła mu na piętę:
Przepraszam, monsieur, zrobiłam to niechcący.
Królowa Maria Antonina nie była ostatnią królewską ofiarą rewolucji. 6 listopada 1793 roku zgilotynowany został książę Orleanu, Ludwik Filip Józef (zresztą zwolennik rewolucji), 10 maja 1794 roku zamordowana została królewska siostra, Elżbieta. Więzienia w Temple nie przetrwał mały następca tronu Ludwik Karol. Gnębiony i maltretowany zmarł 8 czerwca 1795 roku. Został pochowany na cmentarzu koło Kościoła Sainte Marguerite w grobie oznaczonym napisem „Chłopiec z Temple”. Fala terroru rozlała się również poza najbliższą królewską rodzinę. Ginęli dalsi królewscy krewni, a nawet królewscy słudzy. Jedną z takich ofiar okazała się księżna de Lamballe. Ta przedstawicielka dynastii sabaudzkiej powróciła do ogarniętej szałem rewolucji Francji by towarzyszyć swojej przyjaciółce królowej Marii Antoninie. Aresztowana w 1792 roku zamordowana została w czasie tzw. masakr wrześniowych. Rozszalały tłum, który wdarł się do więzienia powalił księżną młotem, wyrwał jej serce, a odciętą głowę na picę poniósł pod więzienie królowej.
Profanacja grobów królewskich w Saint-Denis
W monarchii nawet nagrobki nauczyły się schlebiać królom. Pycha i przepych królewski nie mogły złagodnieć w tym teatrze śmierci i dzierżyciele berła, którzy uczynili tyle zła Francji i ludzkości, nawet w grobach zdają się jeszcze pysznić minioną wielkością. Potężna ręka Republiki musi bezlitośnie usunąć te wspaniałe epitafia i zburzyć mauzolea, które mogłyby przywoływać straszliwe wspomnienie królów. (Bertrand Barère de Vieuzac)
Zorganizowana i systematyczna operacja zniszczenia królewskiej nekropolii w bazylice w Saint-Denis przeprowadzona została latem i jesienią 1793 roku. W sierpniu rozbite i opróżnione zostały wspaniałe królewskie mauzolea. Począwszy od prezbiterium i kaplic zniszczone zostały nagrobki Karolingów i pierwszych Kapetyngów m.in. Karola Młota czy Ludwika IX Świętego. Wspaniałe grobowce Walezjuszy zostały wywiezione ze świątyni. Królewskie szczątki wsypywano do zbiorowych grobów wykopanych na zewnątrz, kosztowności grabiono, a ołów i metale wysyłano do odlewni. Straszliwy proceder profanowania królewskiej nekropolii wznowiono w październiku 1793 roku. Tym razem wtargnięto do krypt. Jako pierwszy rozpruty został grób króla Henryka IV. Okazało się, że zmumifikowane ciało władcy zachowało się znakomicie. Oparte o ścianę stało się złowrogą atrakcją dla gawiedzi, po czym… wylądowało w masowym grobie. Niebawem ten sam los spotkał wszystkich kolejnych Burbonów aż po Ludwika XV. Ogółem w dwóch masowych grobach znalazły się szczątki ponad 150 osób w tym około 80 królów i królowych. Doły zalano wapnem gaszonym i zasypano ziemią.
Wielki Terror
Terror bez cnoty jest zgubny, cnota bez terroru jest bezsilna. (Maximilien de Robespierre)
Wiosną 1793 roku Konwent Narodowy oddał władzę sądowniczą Trybunałowi Rewolucyjnemu. To właśnie on w kolejnych miesiącach i latach stał się głównym narzędziem terroru w rewolucyjnej Francji. Terror stał się narzędziem jakobinów do wyeliminowania przeciwników politycznych, a tymi ogłoszeni zostali szlachta, księża, a nawet chłopi.
Karzcie nie tylko zdrajców, lecz nawet obojętnych; karzcie każdego, kto zachowuje się w Republice biernie i nic dla niej nie robi (Louis de Saint-Just)
Najczęściej by zostać aresztowanym wystarczało pomówienie lub donos. Po przeforsowaniu przez Maximiliena Robespierre’a jesienią 1793 roku prawa o podejrzanych, każdy kto ośmielił się skrytykować rewolucję mógł zostać skazany na śmierć. Na szafot trafiać poczęli przedstawiciele kolejnych rewolucyjnych stronnictw politycznych – najpierw umiarkowani żyrondyści, później radykalni wściekli oraz kordelierzy: hebertyści i dantoniści. Oskarżeni zostali pozbawieni prawa do obrońców, a procesy odbywały się bez świadków. W rewolucyjnej rzeczywistości istniały tylko dwa rodzaje wyroków: uniewinnienie lub śmierć. Ogółem tylko na gilotynie, wprowadzonej zresztą specjalnie do francuskiego wymiaru sprawiedliwości w celu ujednolicenia metod tracenia skazańców, zginęło około 35 tys. osób. Ostatecznie 28 lipca 1794 roku zgilotynowany został również twórca Wielkiego Terroru Maximilien de Robespierre.
Prześladowania Kościoła Katolickiego
Ludzie dopiero wtedy będą wolni kiedy powiesi się ostatniego króla na wnętrznościach ostatniego z księży. (Denis Diderot)
Wielka Rewolucja Francuska rozprawę z Kościołem Katolickim rozpoczęła u samych swych początków. W grudniu 1789 roku Zgromadzenie Narodowe uchwaliło konfiskatę kościelnych majątków, a w lipcu kolejnego roku Konstytucję Cywilną Kleru. Kościół miał zostać całkowicie podporządkowany państwu, a biskupów wybierać ludowe zgromadzenia. Księża zobowiązani zostali do złożenia przysięgi na wierność konstytucji, zlikwidowane zostały wszystkie zakony, w miejscach publicznych zakazano duchownym noszenia sutanny. Regularne już prześladowania ruszyły w roku 1792. Masowo likwidowane były klasztory i kościoły, a ich mienie grabione. Księża odmawiający przysięgi na wierność konstytucji mieli zostać deportowani. Rozpoczęło się prawdziwe polowanie na osoby duchowne. We wrześniu 1792 roku w Paryżu tłum rozszarpał 24 księży eskortowanych do więzienia, w listopadzie w Nantes utopionych zostało 90 kapłanów, w lipcu 1794 roku za kontynuacje zakonnego życia zgilotynowanych zostało 16 karmelitanek, do stycznia 1795 roku na niewolniczych statkach Deux Associes i Washington zamęczonych zostało ponad pół tysiąca księży. Ogółem z Francji przed prześladowaniami uciekło ponad 30 tys. duchownych!
Gdyby Boga nie było, trzeba by go wymyślić. (Maximilien de Robespierre)
Tak też zresztą zrobiono. Uroczystości kościelne zastąpione zostać miały przez święta narodowe. Zniesiony został kalendarz gregoriański, a lata liczyć zaczęto od dnia proklamowania Republiki. Niszczone chrześcijaństwo zastąpić miał kult Istoty Najwyższej, której istnienie oficjalnie zalegalizował dekret z maja 1794 roku.
Ludobójstwo w Wandei
Ścięcie króla, prześladowania Kościoła i walka z tradycją coraz mocniejszy opór budzić zaczęły na francuskiej wsi. Czarę goryczy przepełnił powszechny pobór do rewolucyjnego wojska. Wybuch nastąpił na północy, w Wandei! Wiosną 1793 roku, w obronie Boga i króla, do walki stanęła prawdziwa chłopska armia. Nazwana Wielką Armią Katolicką i Królewską, w szczytowym momencie osiągnęła liczebność 80 tys. ludzi. Składająca się głownie z miejscowych chłopów, przez kolejne miesiące gromiła wszystkie rewolucyjne oddziały rzucone do walki z powstańcami. Chłopscy rebelianci, na czele swych przywódców –Cathelineau, d’Elbée, Bonchamps’a oraz de la Rochejaquelein’a – zdobyli 10 miast i faktycznie otworzyli sobie drogę na Paryż. Powstańcom zabrakło jednak konsekwencji, co ostatecznie doprowadziło do klęski Wandejczyków pod Cholet w październiku 1793 roku, ich morderczej przeprawy przez Loarę i ostatecznego upadku powstania. Kres powstania był zaledwie wstępem do prawdziwego dramatu Wandei. Republika bowiem postanowiła utopić ten francuski region we własnej krwi. Pacyfikacja ruszyła błyskawicznie. Tylko w Nantes zaledwie w ciągu miesiąca, w specjalnie do tego przystosowanych barkach, utopiono 5 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci. W Angers chłopów rozstrzeliwano całymi kolumnami, od kul zginęło tam 2 tys. osób. A było to zaledwie preludium zbrodni…
Kolumny piekielne
Z początkiem roku 1794 rozpoczęła się regularna, zatwierdzona przez Konwent, pacyfikacja Wandei kierowana przez gen. Turreau i komisarza Carriera.
Na obwodzie Wandei skoncentrowało się dwanaście silnych, zachowujących łączność pomiędzy sobą oddziałów, które przeszły do historii pod nazwą „kolumn piekielnych”. Koncentrycznie ruszyły one w głąb kraju niszcząc wszystko, co napotykały po drodze. Okazało się, że dotychczasowe okrucieństwa i rzezie nie wyczerpywały jeszcze możliwości ludzkich. 28 lutego 1794 roku w miejscowości Luc-sur-Boulogne padły pięćset sześćdziesiąt trzy ofiary. Pacyfikatorzy utrudzili się, lecz nie napotkali oporu, bo były to wyłącznie kobiety i dzieci. W lesie Vezins, gdzie znajdował się szpitalny obóz niedobitków, wyrżnięto tysiąc dwieście osób. Gwałcono kobiety na kupach kamieni przydrożnych i na ołtarzach kościelnych, obnoszono na bagnetach niemowlęta. Dla zaoszczędzenia prochu, kolb i innej broni palono żywcem. Republikanów, ludzi zaopatrzonych w świadectwa prawomyślności obywatelskiej, spotykał często ten sam los co rodziny powstańcze. Działo się tak nawet po miastach. Po wsiach podejrzany, a wiec skazany bez sądu, był każdy napotkany chłop – bez różnicy płci i wieku. Dawna, oporna Wandea miała być starta z powierzchni ziemi. (Paweł Jasienica, „Rozważania o wojnie domowej”.
Skazana na zagładę Wandea, w beznadziejnym odruchu rozpaczy, poderwała się do swej ostatniej walki. Niedobitki powstańcze pod wodzą Franciszka de Charette,a toczyły walkę aż do 1795 roku. Ogółem pacyfikacja Wandei według szacunków historyków pochłonęła od 300 tys. do nawet 600 tys. ofiar.


