„Pozostaliśmy wierni!” czyli ostatnia defilada

Był maj 1946 roku. Komunistyczna władza pod osłoną radzieckich karabinów coraz stabilniej lokowała się w Polsce. Do więzień trafiały tysiące bohaterów podziemia niepodległościowego, żołnierzy AK i NSZ. Tym którym udało się uniknąć aresztowania nie pozostawało nic jak ponownie wrócić do lasu. Podobny los spotkał kapitana Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flame „Bartek”. Wiosną 1945 roku został on zmuszony do ucieczki w lasy Beskidu Śląskiego, gdzie udało się mu odtworzyć potężne zgrupowanie partyzanckie. Jego oddział w chwili największej świetności liczył około 300 w pełni uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. Pozwoliło mu to przeprowadzić ponad trzysta akcji zbrojnych oraz przez długi czas opierać się komunistycznym służbom.

Narodowe święto

3 maja 1946 roku „Bartek” zarządził koncentrację oddziałów w swojej kwaterze na Baraniej Górze. Tego dnia przypadało obchodzone przez Polaków z wielką czcią święto Matki Boskiej Królowej Polski oraz rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja.

Pamiętam, że poranek owego dnia był przepiękny, słoneczny. Biwakowaliśmy od kilku dni w Masywie Baraniej. Z początku nie wiedzieliśmy, jaki jest cel zlotu. Dopiero po porannym apelu 3 maja „Bartek” zarządził natychmiastowy wymarsz wszystkich oddziałów w kierunku Wisły. – Zamanifestujmy naszą wolę służenia Ojczyźnie w dniu Święta Królowej Polski! – powiedział. (wspomnienia Antoniego Bieguna „Sztubaka”)

Po tych słowach całe zgrupowanie wyruszyło w kierunku Wisły. Wojsko Polskie schodziło z gór uczcić święto narodowe…

Ruszyły oddziały za oddziałami, partyzanci odstawieni jak na paradę: w mundurach, z przypiętymi orzełkami na mieczu, z ryngrafami z Matką Boską. Wszyscy podnieceni, lecz zdyscyplinowani. (wspomnienia Antoniego Bieguna „Sztubaka”)

Henryk Flame „Bartek” (pierwszy z prawej), zdjęcie wykonane po amnestii w 1947 roku. Flame został zamordowany 1 grudnia 1947 w Zabrzegu pod Czechowicami. Źródło: Wikimedia Commons

Szliśmy radośni i podnieceni, a na drodze, którą maszerowaliśmy, zaczęły rozgrywać się niezwykłe, wzruszające sceny. Spotkanych po drodze ludzi, kiedy po chwilowym osłupieniu, zorientowali się kogo mają przed sobą, ogarniał szał radości. Kobiety i dziewczęta wybiegały z domów ze smakołykami i kwiatami, często porywając całe doniczki i usiłując je nam wręczyć. Niektóre starsze płakały, gładziły żołnierzy po twarzach i błogosławiły na drogę. Wielu ludzi pytało, podobnie jak niedawno niektórzy spośród nas: „Czy już się zaczęło? Czy idziecie prać komunistów?

Młodzi chłopcy domagali się, żeby ich zabrać. Twierdzili, że mają broń i zaraz ją przyniosą. Trzeba było ich uspokajać i tłumaczyć, że nie jest to możliwe, przynajmniej w tej chwili. Z naprzeciwka, od strony Bielska i Katowic, jechały odkryte ciężarówki z wycieczkami. Na widok maszerujących oddziałów zwalniały i przystawały. Rzucano nam czekoladę i papierosy, machano radośnie rękami lub zeskakiwano z wozów i ściskano nam ręce. Ci ludzie także pytali: „Czy to już powstanie?”. (wspomnienia Antoniego Bieguna „Sztubaka”)

Defilada w Wiśle

Cała akcja choć bardzo podniosła została przygotowana w pełni profesjonalnie. Do osłony marszu wyznaczony został najlepiej uzbrojony 70-osobowy oddział Antoniego Bieguna „Sztubaka”. Okolicznych komunistów sparaliżował strach. Funkcjonariusze MO i UB w Żywcu zabarykadowali się drżąc ze strachu, ubecy z Milówki pierzchli w popłochu. Nie zareagowały stacjonujące w okolicy oddziały KBW i WOP. Żołnierze „Bartka” nie niepokojeni przez nikogo dotarli do Wisły. Tam Henryk Flame odebrał defiladę. Zwarci i dumni partyzanci „Bartka” maszerowali przed swoim dowódcą. Na ulice wyległy tłumy mieszkańców.

To była nasza pierwsza defilada! Rok wcześniej nasi sojusznicy z Zachodu świętowali koniec wojny, odbyły się parady zwycięstwa, na których zabrakło Polaków […]. Dla nas wojna jeszcze się nie skończyła! Maszerując teraz mieliśmy jakby namiastkę nie odbytej parady. Nie zapomnę nigdy tego uczucia podniecenia i radości, jaka ogarnęła nasze szeregi, tego uczucia dumy, że możemy ogłosić wszem i wobec: oto jesteśmy, nie poddaliśmy się, pozostaliśmy wierni! (wspomnienia Ireny Stawowczyk „Sarny”)

Krzyż NSZ na tablicy pamiątkowej w Sanoku.  Narodowe Siły Zbrojne była to polska konspiracyjna organizacja wojskowa obozu narodowego działająca w latach 1942–1947. W szczytowym okresie liczyła około 75 tys. ludzi. Początkowo walczyła z Niemcami i zwalczała Gwardię Ludową, Armię Ludową i partyzantkę radziecką, oraz bandy rabunkowe, a w okresie późniejszym brała udział w powstaniu antykomunistycznym walcząc przeciw Armii Czerwonej i siłom zbrojnym Polski Ludowej. Źródło: Lowdown [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], from Wikimedia Commons

Król Podbeskidzia

Defilada oddziałów „Bartka” odniosła wielki propagandowy sukces. Komuniści wpadli w szał. Na najwyższych ministerialnych szczeblach zapadła decyzja o zniszczeniu partyzanckiego oddziału. Wydarzenia z 3 maja 1946 roku przeszły do legendy, dla miejscowej ludności kapitan Flame stał się „Królem Podbeskidzia”. Defilada z Wisły okazała się ostatnią defiladą wolnego Wojska Polskiego.

Piotr Worwa

Bibliografia:

Kozubal Marek, Jak zabito ludzi Bartka, Rzeczpospolita, 28.03.2016.

Płużański Tadeusz, Żołnierze niezłomni czekają na naszą pomoc, Niezależna.pl, 29.12.2014.

Tytułowa grafika: Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ podczas parady w 1945 roku. Źródło: Wikimedia Commons

Dodaj komentarz